Kia Stinger – tylny napęd i 365 KM

Kia jak BMW? A dlaczego nie? Przecież szefem inżynierów Kii jest były spec z BMW, a projekt auta powstaje w centrum Europy.

Tego chyba nikt się nie spodziewał: marka, znana z produkcji popularnych (a wcześniej też tanich) samochodów, wypuszcza na rynek pełnokrwiste, tylnonapędowe, sportowe coupe? Z sześciocylindrowym silnikiem benzynowym? Opcjonalnym napędem na cztery koła, całym zastępem asystentów jazdy i na 19-calowych oponach?

A może właśnie trzeba było przygotować się na taką premierę… Bo przy tempie, z jakim Kia zaskakuje nas kolejnymi coraz lepszymi i ujmującymi stylem modelami, powinniśmy się po tej marce spodziewać wszystkiego. I Stinger jest właśnie wszystkim, co Kia ma teraz najlepsze: ma muskularne nadwozie, narysowane ręką mistrza, potężny silnik, znakomite osiągi, a do tego dodaje szczyptę luksusu, jaki znajdujemy w eleganckiej kabinie.

Kia Stinger w pigułce:

  • sportowy sedan z tylnym napędem
  • pełnowymiarowe wnętrze mimo dynamicznej sylwetki coupe
  • bazuje na koncepcyjnym modelu GT
  • zaprojektowany w ośrodku stylistycznym Kii we Frankfurcie
  • testowany na torze Nurburgring
  • pod maską podwójnie doładowane, benzynowe V6
  • ośmiostopniowa automatyczna skrzynia biegów
  • przyspieszenie 0-100 km/h w nieco ponad 5 sekund
  • prędkość maksymalna prawie 270 km/h
  • do wyboru napęd na tylną lub na obie osie
  • sprzedaż planowana w Euroie i USA

To był 9 stycznia 2017 roku. Na salonie samochodowym w Detroit, tradycyjnie zdominowanym przez amerykańskich producentów, na stoisku Kii spodziewano się różnych rzeczy. Ale nie TEGO! Oczom zwiedzających ukazało się czterodrzwiowe coupe, które przywodzi na myśl wszystko, tylko nie popularną motoryzację dla tamtejszego Kowalskiego.

Kia już od jakiegoś czasu pokazywała „przecieki” z testów „czegoś”. Testy te miały odbywać się na legendarnym torze Nurburgring. „Coś” miało rozpędzać się do pierwszej „setki” w niespełna 5 sekund. Spekulacje co do obiektu tych „przecieków” doprowadzały zwykle do wniosku, że przy takich osiągach musi to być albo jakieś małe i lekkie auto, albo po prostu cee’d z solidnie podkręconym silnikiem dwulitrowym, montowanym w dostępnej w salonach Optimie.

Coś w rodzaju Golfa R albo Focusa RS. Technicznie można było uznać takie rozwiązanie za wykonalne. Niezależnie od tego, jak takie auto radziłoby sobie z przeniesieniem mocy na koła i okiełznaniem jej na zakrętach, pięć sekund do „setki” na prostej przy szerokich oponach było do zrobienia.

W dobie wojującego downsizingu, w wyniku którego nawet w autach klasy średniej mamy dziś maksymalnie cztery czylindry, trudno byłoby domyślać się, że Kia odważy się wypuścić na rynek tak duży i mocny silnik, jaki znalazł się pod maską Stingera. A oni jednak to zrobili. Wbrew trendom. Na przekór ekoterroryzmowi, który wmawia ludziom, że zagłada świata przyjdzie od dwutlenku węgla, czyli nieszkodliwego, życiodajnego gazu, którym oddychają lasy. Bo przecież nie od katastrofalnego zanieczyszczenia dna morskiego szlamem i osadami ze ścieków miejskich i przemysłowych, które zamieniają tran w koncentrat metali ciężkich.

Powyższa dygresja jest jak najbardziej na temat, bo to zdrowy rozsądek pozwolił na powstanie Stingera. Ktoś zdawał sobie sprawę, o jakich samochodach marzą ludzie, którym wciskane są trzycylindrowe silniczki od kosiarek. Wiedział też, że przy obecnej technologii można zrobić duży, czysty silnik, który przy połączeniu ze skrzynią biegów o odpowiedniej rozpiętości przełożeń może spalać rozsądne ilości paliwa.

Kia Stinger GT - przednie zaciski hamulcowe Brembo

O tym, że całkiem spory motor benzynowy może mało palić, przekonała nas choćby Mazda, która produkuje wolnossące, benzynowe urządzenie o pojemności 2,5 litra. Ten motor, zamontowany w modelu Mazda 6, potrafi zmieścić się w ośmiu i pół litra na sto kilometrów. Podczas jazdy miejskiej. Z automatem! Ale… Mazda, mimo niewątpliwego seksapilu „szóstki”, nie ma w ofercie sześciocylindrowca. A nawet pięciocylindrowca, który można by było łatwo zrobić z czterocylindrowej jednostki 2.5, dokładający jeden cylinder i uzyskując motor o pojemności około 3,1 litra. V6 nie ma w ofercie także Ford dla Mondeo, Renault dla Laguny, Peugeot dla 508, Honda dla Accorda, Toyota dla Avensisa…

Ale wiecie co? Kia mierzy jeszcze wyżej. Potencjalni rywale Stingera to bowiem nie Honda, Toyota, Ford czy Mazda, a… BMW, Lexus, Audi. A także – co można łatwo wywnioskować, patrząc na środkową część kokpitu – Mercedes. Na weryfikację ambicji koreańskiej marki trzeba będzie niestety poczekać do końca 2017 roku, bo wtedy planowana jest salonowa premiera modelu Kia Stinger. Ale zanim to nastąpi, warto poznać dostępne już informacje o tym aucie.

Kia Stinger – BMW w przebraniu?

Jeżeli myślicie, że taki postęp w konstrukcji samochodów, jakiego dokonuje Kia, byłby możliwy wyłącznie jej własnymi siłami, to oczywiście musimy te myśli mocno utemperować. Na to nie ma szans – współczesny samochód jest zbyt kompleksowym technologicznie produktem, aby zaprojektować go, zaczynając od czystej kartki, bez doświadczenia. Jest jednak na to lekarstwo.

Proste lekarstwo. Z pozoru kosztowne, bo trzeba przebić konkurencję, ale tak naprawdę pozwalające koncernom motoryzacyjnym oszczędzić miliony lub miliardy w dowolnej walucie. Wystarczy podkupić najbardziej tęgie inżynierskie głowy od konkurencji, a tam, gdzie się da, skorzystać z gotowych, dostępnych na globalnym rynku rozwiązań, np. z systemów asystujących. To działa.

I tak za styl Kii Stinger odpowiada centrum stylistyczne Kia, zlokalizowane we Frankfurcie. Zespołem stylistów kieruje Peter Schreyer, czyli główny stylista Kia Motors. Dla odmiany – taka niespodzianka – za projektem układu jezdnego Stingera stoi, przejęty z BMW, Albert Biermann. W Kii szefuje on działom rozwoju i testów. Nieźle!

Gran Turismo – od wizji do rzeczywistości

Definiując auto typu GT, można na zawołanie sypnąć z rękawa garść sloganów: modne, dynamiczne, stylowe, szybkie, zwinne, luksusowe, komfortowe… Mimo że te pojęcia mogą w takim zagęszczeniu zabrzmieć banalnie, to z pewnością ich realizacja już takim banałem nie jest. I tutaj posłużymy się cytatem, bo jest on naprawdę znakomitym odzwierciedleniem tego, co mieli w głowach projektanci Stingera. Gregory Guillaume, główny stylista Kia Motors w Europie, powiedział tak: „Stinger nie jest samochodem, który ma umożliwić jak najszybsze dotarcie do celu. Stinger jest autem, w którym podróż do celu ma być przyjemnością.” Znacie lepszą definicję auta GT?

My znamy – jest ona rozwinięciem powyższego cytatu i wyrażona przez tego samego autora: „Gran Turismo to auto zachęcające do długiej podróży i sprzyjające wielogodzinnej jeździe. W takim modelu chodzi o znacznie więcej niż tylko o potężną moc i znakomite osiągi. One też są ważne, ale w wypadku modelu Gran Turismo muszą im towarzyszyć komfort podróżowania, luksus i ogólny spokój.” Dlaczego te cytaty są takie istotne?

Dlatego, że w każdym projekcie czy biznesie, zaczyna się od założeń. To na nich buduje się kolejne etapy rozwoju produktu. A jak pokazują powyższe cytaty, ludzie z ośrodka projektowego Kia Motors dokładnie wiedzieli, co chcą uzyskać. Podali na początku definicję samochodu, który ma ukoić zmysły, a jednocześnie być w stanie dostarczyć tak miłych wrażeń, aby to jazda stała się główną atrakcją podróży.

Kia Stinger – atleta czy kulturysta?

Producent bardzo podkreśla, jak ogromne znaczenie ma wygląd nowego auta. Recepta na dynamiczną sylwetkę nie jest skomplikowana, znana od dziesięcioleci i Kia znakomicie tę receptę interpretuje. Długa pokrywa silnika, krótki przedni zwis, długi rozstaw osi i opadający ku tyłowi, łukowaty dach – to działa. Z tyłu groźny charakter mają potęgować cztery końcówki wydechu i stylowa atrapa dyfuzora. Już chcecie zająć miejsce za kierownicą?

Proszę bardzo! Zobaczycie przed sobą kokpit, którego środkowa część nie może nie skojarzyć się z Mercedesami. Wystający ekran centralnego wyświetlacza, pod nim ewidentnie mercedesowskie, srebrne przyciski w poziomym rzędzie. Za grubą kierownicą znajdziecie dwa prawdziwe, nie animowane na ekranie LCD, zegary, z których – jak zapewne zauważycie na zdjęciach – jeden chyba niezręcznie się Kii wyrenderował.

Popatrzcie sobie na obrotomierz, a szybko zrozumiecie, w czym rzecz. Nie jest to możliwe, aby podwójnie doładowane, benzynowe V6 miało czerwone pole na obrotomierzu przy 4,5 tys. obr./min. A może na Europę Kia planuje też jakiegoś dużego, rasowego diesla, o którym nic nie mówi? Czy ten obrotomierz to może konkurs na spostrzegawczość?

Kia Stinger GT - kierownica i obrotomierz

Jeżeli tak, to niech nagrody dla spostrzegawczych będą odpowiednie do klasy prezentowanego auta. A dla fanów sportowych gadżetów, Kia przygotowała możliwość wyświetlania na komputerze pokładowym czasu okrążenia, siły przeciążenia i temperatury silnika.

Szprychowe, okrągłe otwory wentylacyjne w kokpicie, według Kii inspirowane lotnictwem – a według nas Mercedesem – znalazły się nie tylko z przodu, lecz także z tyłu kabiny. A tył jest nie mniej ważny, niż przód, bowiem producent zapewnia, że na tylnych miejscach nie zabraknie miejsca na nogi. I wypada w to uwierzyć, bo np. w Optimie tego miejsca jest aż nadto.

Albert Biermann – człowiek numer dwa

A może właśnie numer jeden? Może Stinger będzie tym pierwszym modelem Kii, który odciśnie się w historii motoryzacji nie dobrą ceną, długą gwarancją, modnym stylem czy przestronnością, tylko znakomitym prowadzeniem? Albert Biermann, który przeszedł do Kii z BMW pod koniec 2014 roku, powiedział tak: „Stinger to dla Kia wyjątkowe wydarzenie. Nikt nie oczekuje takiego auta od marki, która jest znana z produkcji samochodów popularnych. Zaskoczeniem jest nie tylko wygląd tego modelu, ale również to jakie są jego właściwości jezdne.” Jakich konkurentów wymienia Kia?

Przy okazji opisu Stingera, pojawiają się takie nazwy, jak: Audi A4, Infiniti Q50, Lexus IS, BMW serii 4, Lexus GS i… Mercedes CLS. Ta ostatnia pozycja to chyba lekka przesada. Nawet biorąc pod uwagę, że Kia Stinger nie jest małym samochodem (4830 mm długości, 1870 mm szerokości), to CLS może mieć jednostki napędowe o gigantycznej mocy. Nawet elektrycznie podnoszona i zamykana klapa bagażnika raczej tu Kii nie pomoże. A jakie atuty technologiczne ma nowa Kia?

Ponad połowa stali, użytej do budowy nadwozia, ma podwyższoną wytrzymałość, co obiecuje dużą sztywność skrętną karoserii i niską masę samochodu. W zawieszeniu przednim zastosowano kolumny McPhersona, a z tyłu oś wielowahaczową, jako układ gwarantujący dobrą podstawę do stworzenia ponadprzeciętnie stabilnego na drodze samochodu. Zapala się Wam już żarówka w głowach? Kto od lat produkuje limuzyny na takich właśnie podwoziach? Dobrze się domyślacie – BMW.

Kia Stinger umożliwia kierowcy wybór trybu pracy układów napędowego i jezdnego przy udziale elektronicznie sterowanych amortyzatorów. W przypadku tej marki nazywa się to Dynamic Stability Damping Control i – jak od lat u innych producentów – pozwala za naciśnięciem przycisku lub automatycznie dostosować twardość amortyzatorów do życzeń kierowcy lub warunków jazdy. Ale to nie wszystko.

Ciekawostką jest możliwość takiego dostosowania układu jezdnego, aby priorytetem uczynić dynamikę pokonywania zakrętów lub stabilność jazdy z dużą prędkością. Pierwsza opcja zmniejsza siłę tłumienia przednich amortyzatorów, a zwiększa – tylnych. W przypadku priorytetu stabilnej jazdy z dużą prędkością ustawienia są odwrotne, czyli przednie amortyzatory usztywniają się, a tylne „miękną”. Stinger oferuje pięć trybów pracy samochodu: Osobisty (Personal), Eco, Sport, Comfort i Smart.

Aby zapewnić jak najlepszą reakcję – czyli, używając brzydkiego i modnego słowa, responsywność – układu kierowniczego względem poleceń kierowcy, silnik wspomagania zamontowano bezpośrednio na listwie zębatkowej. Wymienione wcześniej tryby pracy samochodu wpływają także na siłę wspomagania kierownicy. Dlaczego silnik wspomagający na listwie zębatkowej to taki dobry pomysł?

Dlatego, że takie rozwiązanie pozwala usunąć potencjalnie elastyczne punkty – przeguby wału kierowniczego, który musi je posiadać ze względów bezpieczeństwa (łamana kolumna kierownicy) – między silnikiem wspomagania a przekładnią kierowniczą. A więc na odcinku, na którym panują znaczne momenty obrotowe. Efektem powinno być lepsze wyczucie auta i wrażenie bardziej bezpośredniej reakcji układu kierowniczego.

Kia Stinger – napęd to (prawie) wszystko

Nabywca nowej Kii nie będzie się nudził. Choćby dlatego, że najsłabszy dostępny silnik ma w obecnej fazie rozwojowej (producent twierdzi, że obie jednostki napędowe przechodzą jeszcze finalne dostrajanie) 255 KM. Drugi – więcej już nie ma – to 3,3-litrowe V6 o mocy 365 KM. Ten silnik pozwala osiągnąć pierwszą „setkę” po 5,1 sekundy i pędzić 269 km/h.

To, że wraz z podkupionym inżynierem BMW do zasobów wiedzy Kii trafiła magia, zarezerwowana dotąd dla marek niemieckich, świadczy charakterystyka obu jednostek napędowych. Oto bowiem dwulitrowiec osiąga maksymalny moment obrotowy 353 Nm już przy 1400 obr./min i nie odpuszcza aż do 4000 obrl./min. Jak na ponad 127 KM na litr pojemności skokowej – co wskazuje na wysilony motor – taka elastyczność zadziwia.

Jeszcze lepiej jest w przypadku większego silnika, osiągającego ponad 110 KM na litr pojemności skokowej. W przypadku widlastej benzynowej „szóstki” makzymalny moment obrotowy o wartości 510 Nm dostępny jest w przedziale 1300-4500 obr./min, a więc niemal od wolnych obrotów. Dwie mniejsze turbosprężarki są lżejsze od jednej, ale większej, co zapowiada dobrą reakcję na dodanie gazu, bo ich lekkie wirniki łatwiej i szybciej się rozpędzą. Chcecie sprawdzić, czy ta teoria sprawdzi się w praktyce? My tak!

Tym bardziej, że Kia przygotowała ośmiobiegowy automat i tylny napęd. I jest to skrzynia własnej produkcji Koreańczyków! Nawet BMW korzysta w tym zakresie z poddostawców, a konkretnie z renomowanej marki ZF. Kto chce, będzie mógł zmieniać biegi także łopatkami przy kierownicy.

Stinger przełamuje wiele barier, które dotąd zamykały nabywcom aut tej marki dostęp do niektórych rozwiązań technicznych. To pierwszy sedan Kia, dający możliwość wyboru napędu tylnego bądź na obie osie z systemem Torque Vectoring (dynamicznego rozdziału momentu obrotowego między kołami). System ten, oprócz misji okiełznania trakcji, potrafi też przyhamować jedno lub więcej kół przy mocno wciśniętym gazie, aby utrzymać Stingera na kursie. Sprytne i znane rozwiązanie, ale to nie wszystko.

W wersjach tylnonapędowych zastosowano stary, sprawdzony, dobry mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu. Po to, aby przy niedostatku trakcji moc nie „uciekała” za sprawą koła, które wcześniej straci przyczepność. Najczęściej jest to wewnętrzne, odciążone koło na zakręcie, albo to, które znajduje się akurat na nawierzchni o gorszej przyczepności. A przyczepność przy napędzie na jedną oś i mocy 365 KM to… Naprawdę śliska sprawa.

Jak przystało na mocne auto, Kia Stinger jeździ na odpowiednio szerokich i stylowych kołach. Dwulitrowy czterocylindrowiec pod maską oznacza 18-calowe „kapcie” o rozmiarze 225/45 R18. Wersja sześciocylindrowa biturbo jeździ na 19-calowych kołach: 225/40 R19 z przodu i 255/35 R19 z tyłu, a za felgami chowają się zaciski firmy Brembo, z przodu czterotłoczkowe, a z tyłu dwutłoczkowe.

Biturbo? A nie twin-turbo? Wybaczcie nam. Spór o definicję obu układów trwa od tak dawna i w tylu środowiskach, że postanowiliśmy stosować oba terminy zamiennie. Dla dociekliwych: Stinger ma dwie, równolegle doładowujące silnik turbosprężarki. Na pewno nie jest to sekwencyjny system turbodoładowania. Chyba, że jest, a Kia nic o tym nie wspomina.

Kia Stinger – bezpieczna rakieta

Przy tak szybkich samochodach systemy asystujące mogą budzić ambiwalentne uczucia. Często określane są mianem „przeszkadzaczy”. Ponieważ jednak przeszkadzać mogą one głównie na torze wyścigowym, a szanse, że polscy właściciele Stingerów będą tam stałymi bywalcami są znikome, to choćby wymienimy te systemy z nazwy. Jest ich niemało.

Kia Stinger potrafi przypomnieć kierowcy o tym, że powinien sobie zrobić przerwę w jeździe. Rozpoznaje także pieszych i prawdopodobieństwo kolizji z innymi pojazdami, potrafi uruchomić autonomiczne hamowanie, utrzymywać stałą odległość od poprzedzającego pojazdu (aktywny tempomat z radarem). Stinger potrafi utrzymać tor jazdy po wyznaczonym pasie ruchu włącznie z podpowiedzią korekty kierownicą, skanować obszar po bokach auta podczas cofania. Będzie też kolorowy wyświetlacz Head-Up-Display. Trochę tego jest. Przy odrobinie cierpliwości i wprawy, zapewne większość tych systemów uda się powyłączać, gdy już w Polsce stanie się cud i będziemy mieli otwarte weekendy dla kierowców amatorów na licznych torach wyścigowych. Najlepiej skonfigurowanych tak mądrze, aby liczba i ostrość zakrętów zapewniała maksimum zabawy, a nie pozwalała zanadto się rozpędzić. A teraz garść danych technicznych – dotyczą one zaprezentowanej w Detroit wersji na rynek amerykański.

Kia Stinger 2.0 turbo - dane techniczne: silnik czterocylindrowy, benzynowy, turbodoładowany, rzędowy, z bezpośrednim wtryskiem paliwa, umieszczony wzdłużnie z przodu pojazdu • moc maksymalna: 255 KM przy 6200 obr./min • maksymalny moment obrotowy: 353 Nm przy 1400-4000 obr./min • automatyczna skrzynia biegów o 8 przełożeniach ze sprzęgłem hydrokinetycznym i przekładniami planetarnymi • napęd tylny lub na cztery koła • zalecane paliwo: benzyna 98 okt. • długość/szerokość/wysokość: 4830/1870/1400 mm • rozstaw osi: 2905 mm • standardowy rozmiar opon: 225/45 R18.

Kia Stinger GT 3.3 turbo - dane techniczne: silnik sześciocylindrowy, benzynowy, turbodoładowany, widlasty, z bezpośrednim wtryskiem paliwa, umieszczony wzdłużnie z przodu pojazdu • moc maksymalna: 365 KM przy 6000 obr./min • maksymalny moment obrotowy: 510 Nm przy 1300-4500 obr./min • automatyczna skrzynia biegów o 8 przełożeniach ze sprzęgłem hydrokinetycznym i przekładniami planetarnymi • napęd tylny lub na cztery koła • prędkość maksymalna: 269 km/h • zalecane paliwo: benzyna 98 okt. • przyspieszenie 0-100 km/h: 5,1 x • długość/szerokość/wysokość: 4830/1870/1400 mm • rozstaw osi: 2905 mm • standardowy rozmiar opon: 225/40 R19 (z przodu) i 255/35 R19 (z tyłu) • zaciski hamulcowe Brembo, z przodu czterotłoczkowe, z tyłu dwutłoczkowe, wentylowane tarcze hamulcowe z przodu i z tyłu (średnica tarcz przód 350 mm, tył 340 mm).

I co teraz będzie? Z rynkiem w klasie wyższej średniej? Czy nowa Kia podważy hegemonię niemieckich marek, której nawet Lexus nie potrafi od lat stawić czoła? I co będzie z samą Kią Stinger? Naszym zdaniem, nazwa tego samochodu nie jest przypadkowa. Skojarzeń jest kilka – od antywirusa po latarkę. My wybieramy FIM-92 Stinger, ręczny miotacz pocisków przeciwlotniczych. Jeżeli Kia dorówna celnością tej legendarnej broni, to kto wie, może kolejny James Bond będzie jeździł Kią Stinger?

Możecie teraz powiedzieć, że to przecież żaden wyczyn, w końcu Bond jeździł już Mondeo, Z3, a nawet – jako pasażer – Ka. Tak czy inaczej, my życzymy Kii Bonda za kierownicą. A Was zapraszamy do galerii Kii Stinger oraz, tradycyjnie, do komentowania.

Tekst: Michał Krasnodębski, zdjęcia: Kia.